Piszę tą (pseudo) recenzję jako wierny wyznawca przygód rudego jamraja/lisa i tym bardziej jest mi przykro, że muszę krytykować grę, która w tytule zawiera słowo-symbol, czyli "Crash".
Jestem zdziwiony, że część ta powszechnie jest uważana za najlepszą na ps2. Do tej pory na czarnuli przeszedłem tylko "The wrath of Cortex" i jest to gra o wiele lepsza od "Twinsanity".
Twórcy mieli naprawdę dobry pomysł na wprowadzenie innowacji, czyli leveli w pełnym 3D. Zresztą udało im się to całkiem nieźle, a crashowy klimat został zachowany, co jest niewątpliwą zaletą. Plansze są ciekawe, rozległe, na uwagę zasługują bossowie z którymi potyczki dają mnóstwo frajdy. Po raz pierwszy naszym głównym wrogiem nie jest zły dr Neo Cortex, powiem więcej, w tej części musimy z nim współpracować, żeby pokonać nowych rywali, którymi są zmutowane papużki nierozłączki. Współpraca z Cortexem jest pełna humoru, bo generalnie służy nam on za "mięso armatnie". Możemy nim np. rzucać, rozbijać skrzynie, a kiedy trzeba to zasadzić kopniaka i pomknąć w dół śnieżnego toru, a wówczas doktorek służy nam za... sanki
![[Obrazek: twin.png]](http://img341.imageshack.us/img341/4209/twin.png)
Grafika jest ładna, kolorowa jak na crashową przystało, jest to ogólnie rzecz biorąc mocna strona tej gry. Postać Crasha jest w zasadzie nie zmieniona. Nadal jest on głupawy, ale przy tym zabójczo sympatyczny. Tego rudzielca po prostu nie sposób nie polubić. Podobały mi się również cut scenki, a w szczególności ta pokazująca doktorka Neo z dzieciństwa - to trzeba zobaczyć
Przed końcem w cut scenie pojawia się nawet stary znajomy z czasów szaraka.... SPOILER
mianowicie smoczek Spyro!
Tutaj warto nadmienić, że niektóre plansze gracz będzie musiał zaliczyć sterując nie crash'em, a właśnie doktorkiem. Grywalną postacią jest również Nina (jest to chyba siostra Neo). Miło wspominam levele tych dwóch postaci. Niewątpliwie urozmaica to całość rozgrywki. Ponadto naprawdę gra się świetnie do momentu kiedy...
no właśnie i tutaj zaczynają się schody i wielkie minusy tej gry. Mnie osobiście strasznie razi jeżeli na liczniku nie mam 100%... A w przypadku Crasha Twinsanity zdobycie 100% jest baaaaaaardzo irytujace, wkurzające i męczące. Nie mylić z trudne! Żaden z leveli nie był dla mnie wyzwaniem tak naprawdę. Niekiedy zatrzymałem się na dłuższą chwilę na bossach, ale to sprawa naturalna. I tutaj moja rada jeżeli chcesz wymaksować ten tutuł. Staraj się za pierwszym razem w miarę dokładnie eksplorować teren i zbierać jak największą ilość gemów, zaoszczędzisz sobie sporo nerwów.
W grze tej bowiem nie można sobie dowolnie wchodzić do poszczególnych leveli, jak to miało miejsce we wszystkich wcześniejszych kraszach. I tak na przykład, żeby w ogóle dostać się do którejś planszy, to musimy przejść całą inną, na co często nie mamy ochoty, bo ta jest już "zaliczona". Jest to strasznie irytujące. Kilkakrotnie, zupełnie nieświadomie wszedłem gdzieś i zorientowawszy się, że to nie to czego szukałem, dziarsko zacząłem zawracać ale nic z tego - drzwi są zatrzaśnięte w nie ma możliwości COME BACK! Co gorsza w takim przypadku z pomocą nie przyjdzie graczowi menu pauzy, bo nie ma tam opcji typu "Return Home". Porażka, gracz jest zmuszony brnąć dalej przez plansze, które już przechodził, żeby w ogóle mieć możliwość wejść gdzie indziej! Dla mnie to niewybaczalne.
Co gorsza. Załóżmy, że nie trafiasz w jakiegoś gema i naturalnym patentem w takiej chwili jest skucha i kolejna próba. W tej grze takie numery są solidnie utrudnione. Na przykład skrzynki z checkpointami otwierają się automatycznie, jeśli znajdziesz się w ich pobliżu. Nie trafiasz w gama, a zaraz otwiera ci się ta cholerna skrzynka i nie ma powrotu! W moim przypadku doszło do tego, że zacząłem solidnie kombinować z save;ami. Grę zapisywałem na kilku blokach w istotnych dla mnie, bezpiecznych momentach (normalnie wyższa półka strategii). Ale ładowanie gry też zajmuje chwilę i solidnie wkurza gracza.
Kolejnym wkurzającym elementem jest brak możliwości pomijania cut scenek. Sorry, ale ja nie mam ochoty naście razy oglądać tego samego!
![[Obrazek: twin2.png]](http://img585.imageshack.us/img585/6065/twin2.png)
Dla mnie muzyka towarzysząca rozgrywce to również słabość Twisanity. Podobała mi się i to nawet bardzo, ale tylko momentami. Zdecydowana większość to jakieś prymitywne bity, rzępolenia tudzież pomruki, a przecież muzyczka to było zawsze coś pięknego w Kraszach
Powyższe elementy in minus zabiły niestety całkowicie Gameplay tej pozycji. A szkoda, bo rozgrywka sama w sobie może się podobać. Wszystkie poprzednie części były o wiele trudniejsze, ale radocha z gry była nieporównywalnie większa. Grając w poprzedniczki miód lał się na moje serce, grając w Twinsanity byłem zirytowany, bo na serce lały się pomyje
P.S Zaliczyłem ten tytuł na 100% i może nawet kiedyś wrócę. Być może wtedy odkryję tą gre na nowo, bo już wiem co i jak...
Jestem zdziwiony, że część ta powszechnie jest uważana za najlepszą na ps2. Do tej pory na czarnuli przeszedłem tylko "The wrath of Cortex" i jest to gra o wiele lepsza od "Twinsanity".
Twórcy mieli naprawdę dobry pomysł na wprowadzenie innowacji, czyli leveli w pełnym 3D. Zresztą udało im się to całkiem nieźle, a crashowy klimat został zachowany, co jest niewątpliwą zaletą. Plansze są ciekawe, rozległe, na uwagę zasługują bossowie z którymi potyczki dają mnóstwo frajdy. Po raz pierwszy naszym głównym wrogiem nie jest zły dr Neo Cortex, powiem więcej, w tej części musimy z nim współpracować, żeby pokonać nowych rywali, którymi są zmutowane papużki nierozłączki. Współpraca z Cortexem jest pełna humoru, bo generalnie służy nam on za "mięso armatnie". Możemy nim np. rzucać, rozbijać skrzynie, a kiedy trzeba to zasadzić kopniaka i pomknąć w dół śnieżnego toru, a wówczas doktorek służy nam za... sanki

![[Obrazek: twin.png]](http://img341.imageshack.us/img341/4209/twin.png)
Grafika jest ładna, kolorowa jak na crashową przystało, jest to ogólnie rzecz biorąc mocna strona tej gry. Postać Crasha jest w zasadzie nie zmieniona. Nadal jest on głupawy, ale przy tym zabójczo sympatyczny. Tego rudzielca po prostu nie sposób nie polubić. Podobały mi się również cut scenki, a w szczególności ta pokazująca doktorka Neo z dzieciństwa - to trzeba zobaczyć

mianowicie smoczek Spyro!
Tutaj warto nadmienić, że niektóre plansze gracz będzie musiał zaliczyć sterując nie crash'em, a właśnie doktorkiem. Grywalną postacią jest również Nina (jest to chyba siostra Neo). Miło wspominam levele tych dwóch postaci. Niewątpliwie urozmaica to całość rozgrywki. Ponadto naprawdę gra się świetnie do momentu kiedy...
no właśnie i tutaj zaczynają się schody i wielkie minusy tej gry. Mnie osobiście strasznie razi jeżeli na liczniku nie mam 100%... A w przypadku Crasha Twinsanity zdobycie 100% jest baaaaaaardzo irytujace, wkurzające i męczące. Nie mylić z trudne! Żaden z leveli nie był dla mnie wyzwaniem tak naprawdę. Niekiedy zatrzymałem się na dłuższą chwilę na bossach, ale to sprawa naturalna. I tutaj moja rada jeżeli chcesz wymaksować ten tutuł. Staraj się za pierwszym razem w miarę dokładnie eksplorować teren i zbierać jak największą ilość gemów, zaoszczędzisz sobie sporo nerwów.
W grze tej bowiem nie można sobie dowolnie wchodzić do poszczególnych leveli, jak to miało miejsce we wszystkich wcześniejszych kraszach. I tak na przykład, żeby w ogóle dostać się do którejś planszy, to musimy przejść całą inną, na co często nie mamy ochoty, bo ta jest już "zaliczona". Jest to strasznie irytujące. Kilkakrotnie, zupełnie nieświadomie wszedłem gdzieś i zorientowawszy się, że to nie to czego szukałem, dziarsko zacząłem zawracać ale nic z tego - drzwi są zatrzaśnięte w nie ma możliwości COME BACK! Co gorsza w takim przypadku z pomocą nie przyjdzie graczowi menu pauzy, bo nie ma tam opcji typu "Return Home". Porażka, gracz jest zmuszony brnąć dalej przez plansze, które już przechodził, żeby w ogóle mieć możliwość wejść gdzie indziej! Dla mnie to niewybaczalne.
Co gorsza. Załóżmy, że nie trafiasz w jakiegoś gema i naturalnym patentem w takiej chwili jest skucha i kolejna próba. W tej grze takie numery są solidnie utrudnione. Na przykład skrzynki z checkpointami otwierają się automatycznie, jeśli znajdziesz się w ich pobliżu. Nie trafiasz w gama, a zaraz otwiera ci się ta cholerna skrzynka i nie ma powrotu! W moim przypadku doszło do tego, że zacząłem solidnie kombinować z save;ami. Grę zapisywałem na kilku blokach w istotnych dla mnie, bezpiecznych momentach (normalnie wyższa półka strategii). Ale ładowanie gry też zajmuje chwilę i solidnie wkurza gracza.
Kolejnym wkurzającym elementem jest brak możliwości pomijania cut scenek. Sorry, ale ja nie mam ochoty naście razy oglądać tego samego!
![[Obrazek: twin2.png]](http://img585.imageshack.us/img585/6065/twin2.png)
Dla mnie muzyka towarzysząca rozgrywce to również słabość Twisanity. Podobała mi się i to nawet bardzo, ale tylko momentami. Zdecydowana większość to jakieś prymitywne bity, rzępolenia tudzież pomruki, a przecież muzyczka to było zawsze coś pięknego w Kraszach

Powyższe elementy in minus zabiły niestety całkowicie Gameplay tej pozycji. A szkoda, bo rozgrywka sama w sobie może się podobać. Wszystkie poprzednie części były o wiele trudniejsze, ale radocha z gry była nieporównywalnie większa. Grając w poprzedniczki miód lał się na moje serce, grając w Twinsanity byłem zirytowany, bo na serce lały się pomyje

P.S Zaliczyłem ten tytuł na 100% i może nawet kiedyś wrócę. Być może wtedy odkryję tą gre na nowo, bo już wiem co i jak...