Hej. Jeśli to czytasz to znaczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem naszego forum. Kliknij tutaj aby się zarejestrować i w pełni korzystać z forum.

Until Dawn
#1
Cześć,

Osobiście bardzo przypasowała mi do gustu, jestem już w ostatnim akcie.

Chętnie zagram ponownie, aby poznać alternatywne zakończenia.

A jak Wam się podoba?

Pozdrawiam.
:P
Odpowiedz
#2
nie mam, bo drogie Big Grin poczekam aż stanieje Smile
Odpowiedz
#3
Ja niestety pod koniec gry uśmierciłem swoją ulubioną postać Sad

[Obrazek: l8t3wnsi.jpg]
:P
Odpowiedz
#4
Rzut okiem, jestem chyba w połowie gry.

Ile razy w życiu czytaliście już, że akcja gry ukazana będzie/jest w filmowy sposób? Dziesiątki, jeśli nie setki, przy czym wielokrotnie zdanie to zostało albo mocno nadużyte, albo całkowicie nie miało racji bytu. Gram w Until Dawn namiętnie drugi wieczór i jestem w szoku, jak pięknym i interaktywnym filmem jest ta gra. Interaktywnym nie w kwesti wciskania od czasu do czasu guzika i czekania na rozwój akcji. Kontrolę nad postaciami mamy przez cały czas, a jednak gra daje uczucie oglądaniu filmu. Po pierwsze - ze względu na pracę kamery, która zmienia się z każdą sceną i ukazuje obraz z najlepszego aktualnie punktu widzenia. Dwa - ze względu na piękną, niesamowicie dokładną, dopracowaną i wyrazistą grafikę oraz animację postaci. Trzy - przez usunięcie HUDa i jakichkolwiek innych elementów, mogących świadczyć o tym, że nieoglądamy właśnie filmu. Ciężko jest mi opisać, jak świetnie wygląda Until Dawn i ile przyjemności daje obcowanie z tym tytułem. Jest to jedna z najładniejszych i najbardziej dopracowanych gier w jakie grałem, a praca kamery i ujęcie akcji na ekranie zasługuje na osobną nagrodę. Basta.


Efekt Motyla, czyli kiedy to niepozorne zdarzenie czy działanie, może zdecydować o życiu bądź śmierci. Kiedy niewinny trzepot skrzydłem po trzech dniach może wywołać śmiercionośny huragan. O tym właśnie jest Until Dawn. O wyborach, wpływie, działaniach. Działaniach teoretycznie zwykłych i niemających znaczenia, a jak się może okazać, pchających za sobą domino. Ciekawe prawda? Gra rozpoczyna wysoko w górach, w odciętej od świata rezydencji położonej w Blackwood Pines. Grupa przyjaciół urządziła sobie wspólny wypad. Jest więc Impreza, alkohol, seks oraz głupi dowcip i upokorzenie, na skutek którego ofiara kawału wybiega do lasu podczas śnieżycy. Za nią biegnie siostra bliźniaczka a w pogoń za nimi... ktoś jeszcze. I koniec. Zarówno policji jak i grupie przyjaciół nie udało się odnaleźć ciał ani ustalić przyczyn śmierci młodych dziewczyn.

Co dalej? Na prośbę Josha, brata zmarłych sióstr, cała ekipa wraca rok później do Blackwood Pines by uczcić pamięć zmarłych i zabawić się raz jeszcze. Jak za starych czasów. Niestety od początku wszystko zdaje się iść nie tak jak powinno. Między znajomymi widać ostre zgrzyty i generalnie spotkanie nikomu raczej nie leży. Tutaj historia zaczyna się na dobre a każde kolejne zdanie właściwie mogłoby być już spoilerem. W domu zaczynają mieć miejsce niepomyślne zdarzenia, ekipa się rozdziela a zewsząd dochodzą niepokojące sygnały. Prowadzeni przez nas bohaterowie zmieniają się - gra przenosi nas z miejsca w miejsce i ukazuje rozgrywające się wydarzenia. Eksplorując górę natrafiamy na dziwne zbiegi okoliczności oraz budzące lęk notatki, gazety, dokumenty, przedmioty dotyczące tragedii z 1952 roku w pobliskiej kopalni. Jakkolwiek głupio to nie brzmi, zgrabnie składa się w całość. Eksplorując stare sanatorium byłem wniebowzięty odkrywając kolejne ''trupy w szafie''. Gra nie stara się jednak straszyć - chce utrzymać w graczu przez cały czas lęk i niepokój a to wychodzi jej baaardzo dobrze. Do tego dochodzą spotkania z psychologiem w przerwach gry. Akcja się urywa i gracz znajduje się w pokoju z doktorem. W tej roli znakomity Peter Stormare zadający wiele pytań o strach, ale niedający odpowiedzi.

Grą jestem naprawdę oczarowany. Byłem na Until Dawn nakręcony przez zakupem konsoli, ale ta gra zaskakuje mnie z każdą minutą coraz bardziej. Mój hype na ten tytuł nie opada, ale cały czas rośnie. Until Dawn okazuje się być grą jeszcze lepszą niż przypuszczałem. Do tego gameplaye z recenzji na YT nie oddają w żaden sposób tego, co zobaczymy na ekranie telewizora. Totalna ciemność w pokoju i ta panująca na zewnątrz śnieżyca wciąga nas w całości. Polecam już teraz zdecydowanie.


[Obrazek: Until-Dawn-2.jpeg]

Za mną napisy końcowe i wielkie rozczarowanie. Rozczarowanie nie dlatego że gra mi się nie podobala. Zawiedziony jestem swoimi poczynaniami, ponieważ do świtu dotrwał... jeden bohater. Udało mi się uratować Samantę. Pomimo najszczerszych chęci i prób niesienia pomocy, moi podopieczni gineli w męczarniach jeden po drugim, przy czym gra nieszczędziła mi widoku ich cierpień przed wyzionięciem ducha. Jak to bywa w horrorach klasy B - zgon następuje niespodziewanie, często z głupoty. Przez idiotyczne posunięcia uśmiercał swoich bohaterów ten, który nie raz wyrzucał bohaterom filmowych straszydeł najgłupsze z możliwych posunięć. ''Po co ona tam idzie?'' W grze też poszła, z mojej własnej woli...

Until Dawn, pomimo tego że jest grą świetną, ma też swoje grzeszki o których nie mogę nie wspomnieć. Choć główny wątek (1 z 3) potrafi zaskakiwać, to kończy się chyba zbyt szybko, bo w mniej więcej 3/4 gry. Gdzieś w szóstej godzinie odkrywamy prawdę dotyczącą tajemniczego psychopaty. Gra toczy się jednak dalej i wyrzuca na główny plan pozostałe wątki. Akcja nie ustępuje ani na krok, powiedziałbym nawet że w końcówce mocno się zagęszcza, ale mimo wszystko przez chwilę żałowałem, że prawda o wydarzeniach z zeszłego roku wyszła już na jaw. Drugi zarzut - gra nie każdemu może przypaść do gustu, gdyż z pewnością część graczy powie ''zbyt mała zawartość cukru w cukrze''. Until Dawn polega na chłonięciu cudownej, szczegółowej grafiki, zwiedzaniu świata gry, znajdywaniu dokumentów, notatek i tego typu rzeczy, oraz dokonywaniu wyborów i wykonywaniu sekwencji QTE. Choć z początku nikt nie będzie narzekał, po 6-8 godzinach może zacząć doskwierać głód skakania, strzelania, walki wręcz czy czegokolwiek innego, co pozwalałoby wziąć w grze bardziej czynny udział. W Until Dawn nie cofa się do poprzedniego checkpointu aby kolejny raz spróbować przejść daną sekwencję. Gra toczy się jak film - cały czas do przodu. Ma to swój ogromny urok, ale nie każdemu musi pasować. Ja z przyjemnością rozegam historię po raz kolejny, w celu odnalezienia wszystkich znajdziek oraz dotrwania do świtu wszystkimi bohaterami.

Until Dawn jest jedną z najbardziej dopracowanych produkcji w jakie miałem okazje zagrać. Bohaterowie są świetnie nakreśleni (momentami przygłupi, jak na dobry horror przystało Wink), grafika, otoczenie, dźwięki - wypieszczone do granic możliwości. Mimika twarzy bohaterów i naturalne zachowanie (gniecenie, falowanie) niektórych ubrań powalają. Zdecydowanie warto przeżyć noc na górze Blackwood Pines i poznać jej tajemnicę. Ja na grze się z pewnością nie zawiodłem, a wręcz dostałem od niej więcej niż oczekiwałem. Historia z pewnością nie jest najwyżych lotów i nie może rówać się z takim The Last of Us, ale to przecież horror klasy B i o to chodziło - fakt ten należy mieć na uwadze.

Grałem w oryginalną wersję z polskimi napisami. Gra posiada jednak polski dubbing. Nie wypowiem się, bo na wstępie go wyłączyłem. Drugi raz zagram w naszym języku. Głos podkłada między innymi Ola Szwed i cycki Marty Wierzbickiej.



I chciałbym zobaczyć nową odsłonę Silent Hill od Team Silent w takiej oprawie graficznej. Miód.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Horizon zero dawn [email protected] 0 800 04-12-2020, 00:40
Ostatni post: [email protected]
  Horizon Zero Dawn z Niemiec Jupiter17 1 2395 20-09-2017, 19:51
Ostatni post: RuhunPL
  Until Dawn - czy PS Move jest potrzebny? AjTee 2 1847 16-08-2015, 12:45
Ostatni post: AjTee

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości